Tag Archive: san francisco


Metro w SF

Metro w SF

W niedzielę postanowiłem zrobić coś podobnego do soboty, czyli wypad na miasto (i nie tylko). Tym razem obrałem trochę inny kierunek — zachód. Standardowo, wypiłem kawkę i ruszyłem na autobus. Bez środka transportu to bym chyba wyzionął ducha gdybym miał iśc z buta. Ruszyłem linią 71 w stronę plaży. Po jakichś 30-40 minutach byłem na miejscu. Tak przy okazji, transport w SF bardzo dobrze zorganizowany. Dużo autobusów i trolejbusów. Jest i metro, które jest strasznie długie (łączy SF z Oakland, Pittsburg, Fremonrt). Przejażdżka kosztuje $1.50, z wyjątkiem metra, gdzie płaci się za odległość. Kupujesz bilet, wchodzisz do metra, odbijasz, wychodzisz z metra, odbijasz. Wychodząc obcina Ci ilość gotówki na karcie. Jak się zdarzy tak, że wychodząc nie będziesz miał kasy na karcie, nie ma problemu, możesz dobić kartę gotówką, kartą kredytową w automacie. Super, metro mi się bardzo podobało. Zresztą, bardzo lubię wszystkie metra :)

No, ale wracając do wycieczki. Po wyjściu z autobusu, po 100 metrach ukazał mi się taki widok:

Plaża w San Francisco

Plaża w San Francisco

Postanowiłem sobie posiedzieć chwilkę na plaży. Mają tam taki ciemny piasek, wydaje się, że jest brudny, ale nie jest :) Wiało jak cholera, czasami było zimno, czasami gorąco :) Po siedzeniu przez chwilkę na plaży i obserwowaniu ludzi, ruszyłem plażą na północ. Wyobraźcie sobie, że co 2 osoba spacerująca po plaży trzymała biały worek i zbierała każdego śmiecia, który znalazła. Na plaży czysto, żadnego syfu, nic, brawo!

Widok z wybrzeża

Widok z wybrzeża

Po zejściu z plaży (skończyła się, klif się zrobił) wspiąłem się na małą górkę. Tam też zaczął się kolejny park (hej, dużo tu tego mają!). Stamtąd też udałem się scieżkami w stronę Golden Gate, tym razem od drugiej strony. Oj widoki były przepiękne.

Jakiś czas później park mi się skończył i szedłem pomiędzy domami. Chyba do końca życia będę się zastanawiał jak to jest mieszkać z widokiem na Golden Gate… A domy? Piękne.

Ulica wzdłuż wybrzeża niedaleko Golden Gate. Piknie, nie?

Dalej, znowu spacerkiem w stronę mostu. Po drodze znalazłem plażę. Strasznie dużo schodów trzeba było pokonać aby dotrzeć na nią. Kurde, to chyba była plaża dla nudystów :D Ja wiem, z 40% ludzi to nago łaziło. No nic, ściągnąłem koszulkę (tylko!) i poleżałem sobie parę dobrych minut. Co się później okazało, zjarałem się :D Po zrobieniu paru zdjęć (nie, golasom nie robiłem, przykro mi), kontunuowałem swoją wycieczkę.

Najbardziej kręta ulica Świata

Najbardziej kręta ulica Świata

Spod mostu znowu złapałem busa i pojechałem do centrum. Tam też postanowiłem odwiedzić najbardziej krętą ulicę świata :) Nie jest to długi odcinek, ale fajnie to wygląda. Najlepsza jest kolejka samochód, które chcą nią zjechać :D Sporo ludzi, sporo samochodów. Po zrobieniu zdjęć ruzyłem dalej, z buta.

Doszedłem znowu do Financial District, gdzie zjadłem coś. Metrem kopsnąłem się do stacji Powell, gdzie miałem już rzut kamieniem do hotelu.

Tym razem wziąłem ze sobą GPSa. Okazało się, że zrobiłem 46 km! Nieźle. Nie pytajcie się jak się czuły moje nogi :) Super dzień.

Lotnisko we Frankfurcie

Lotnisko we Frankfurcie

W zasadzie, to cały dzień spędziłem w różnych środkach lokomocji. Wyleciałem ok. 14 z Katowic do Frankfrtu. Tam teź miałem 4 godziny przerwy przed następnym lotem, już bezpośrednio, do San Francisco. Sam samolot (Boeing 777) całkiem duży :) Spędziłem w nim ok. 12 godzin, więc po jakimś czasie i tak mi się znudził. Po wylądowaniu w San Francisco i odprawie (łącznie ze skanowaniem palców, robieniem zdjęcia i kilkukrotnym pytaniu po co tu przyjechałem) udałem się do hotelu metrem.

Powitanie

Powitanie

Sam hotel – spory. Kurde, czy tu wszystko jest duże? :) Mieszkam na 10-ym piętrze :) Po rozpakowaniu się poszedłem na piwko. Znaczy nie do końca tak było, bo przez godzinę szukałem szefa po hotelach :) Okazało się, że hoteli Mariott jest więcej niż jeden i są niedaleko siebie, heh :) Jak już go znalazłem poszliśmy w końcu na to piwko. Miejscówka była niezła, piętro 39 hotelu Mariott. Za dużo nie było z okna widać, bo wyższe piętra w SF ogarnięte są przez smog…

Widok z okna

Widok z okna

Zmęczony zasnąłem po pólnocy, czasu SF. Podsumować ten dzień można tylko w jeden sposób: wrażeń ogrom. Szczególnie, że jeszcze nie byłem w USA. Piszę dopiero dziś ten wpis, bo wczoraj nie miałem na nic siły. Zresztą, dziś nie jest lepiej :) Jutro postaram się napisać zaległe posty, ale na razie to muszę się porządnie wyspać. Więcej zdjęć również jutro. Dobranoc!

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.